..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Ogólne

   » Dla Gracza

   » Dla MG

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
mieszkańcy online:

wędrowców: 0

Do broni!

 

Rozdział I

 

Pomieszczenie było całe zdemolowane, stół z połamanymi nogami leżał pod ścianą. Po podłodze rozrzucone były sztućce, książki, kawałki porozbijanych naczyń oraz drobinki szkła z wybitego okna. Starszy mężczyzna stał na środku pokoju wpatrując się w wybite okno ziejące pustką na mrok nocy. Szpada leżała przy jego nodze, przed chwilą ją upuścił. Jeszcze kilka minut temu ściskał ją kurczowo biegnąc tu. Wiedział, czuł, że stało się najgorsze. Jednak miał nadzieje. Tą śmieszną nadzieje, iż może jednak nic się stało, że wbiegnie do jej pokoju ona będzie siedziała przy stole tak jak zawsze, piękna jak zawsze, będzie czytała książkę lub pisała list. Spojrzy na niego, na gbura wpadającego do pokoju damy bez pukania i do tego z obnażoną szpadą. Uśmiechnie się. Zbeszta go za te jego „żołnierskie maniery”. Lecz rzeczywistość uderzyła go silniej niż się spodziewał. Nieliczne ślady krwi na podłodze, rozbite okno. Po policzku spłynęła łza. Pierwsza po ponad 10 latach. Na schodach słychać było czyjeś szybkie kroki.
-Kapitanie! – Zawołał mężczyzna z wyciągniętym rapierem i lewakiem wchodząc szybko do pokoju – Na Jedynego, co tu zaszło! 
Kapitan Ertando stał i płakał. Po 10 latach łzy znalazły drogę do oczu. A przecież za tydzień miały to być łzy radości. Za siedem dni miał być mężem. Nie słyszał swego podkomendnego.  
Nie widział go. Widział ją, Panią Gabrielle de Selon. Jego Gebrielle.
- Kapitanie! Proszę odpowiedzieć! – Nie dawał za wygraną Ludwik, potrząsając barkami swego zwierzchnika.  
Ertando jednym gniewnym ruchem strącił jego dłonie, spojrzał na niego obojętnie i tym samym obojętnym głosem powiedział:
- Porwali ją.  
Podniósł swą szpadę, schował ją i skierował się do wyjścia. Tuż przy drzwiach przystanął i schylił się po mały srebrny przedmiot. Po krzyżyk. Ten sam, który ofiarował swej ukochanej. Teraz brudny od krwi i kurzu. Nie czyszcząc go schował go do wewnętrznej kieszeni kaftana.
- Za dwie godziny przed oberżą „Córka Królowej”.- Rzucił do zszokowanego Ludwika i wyszedł.

 

Nikt nie zabierze mu jego ukochanej. Wiedział, kto i czemu ją porwał, ale nie pozwoli by grzechy przeszłości (i to przecież nie jego grzechy!) były powodem krzywdy jedynej osoby na świecie, która go ukochała. Czas na spotkanie z byłą żoną. Wiedział, że przybyła do miasta, lecz nie podejrzewał, że stać ja na takie szaleństwo. Matra kryła swoje agentki, ale nie wybaczała głupoty i przedkładania spraw prywatnych nad sprawy państwa. Teresa rzuciła wszystko na jedną szale. Matra się jej wyprze. Jeśli przeżyje i ucieknie to zginie z rąk swych mocodawców. Czas dokończyć to, czego nie potrafił zrobić 10 lat temu. Jeszcze tylko płaszcz, pistolety... i jedna sprawa. Zapisał coś szybko na papierze zwinął go i opieczętował swym sygnetem. Ludwik zapewne już czeka.

 

W świetle księżyca na podwórzu przed oberżą widać było trzy postacie stały w milczeniu przy osiodłanych wierzchowcach. Gdzieś w mroku rozległ się cicho stukot końskich kopyt o bruk ulicy. Stukot nasilał się z każdą sekundą, ktoś zbliżał się i to szybko. Dwie postacie odeszły w stronę stajni by po chwili zniknąć w jej wnętrzu. Trzecia postać wyszła na spotkanie jeźdźcowi.  
Z zakrętu wyłonił się Ertando na swym wierzchowcu. Zatrzymał się tuż przed Ludwikiem.
- Proszę Kawalerze, oto twoja zapłata za twe usługi, zwalniam Cię ze służby.- Rzekł i wyciągnął przygotowane wcześniej w pośpiechu pismo podając je do stojącego żołnierza.  
Lecz Ludwik się nie ruszał. Patrzył tylko wyzywająco na Ertanda.
- To jest twoja zapłata! Bierz jak dają! Nie mam czasu! – Zdenerwowany już nie na żarty Ertando rzucił pismem w Ludwika.
- Pojadę z tobą Kapitanie.- Oznajmił twardo cynazyjczyk.
- Nie! Zwalniam Cię ze służby, nie słyszysz? Nie jestem już twoim kapitanem, nie jesteś mi nic winien ani ja Tobie.
- W Cynazji mnie zwerbowałeś i razem stamtąd uciekaliśmy, w Valdorze razem walczyliśmy o przeżycie, w Kindle razem szukaliśmy maga, w Grand pomagałem Ci spotkać się z Gabrielle… Mam dalej wymieniać? Bardanie? Bramy Nordii? Wyspy Eskaryjskie?
- To jest pewna śmierć! Szanse są… zerowe, nawet we dwóch mamy zerowe szanse… Może jak pojadę sam uda mi się wynegocjować uwolnienie Gabrielli…
- To zwiększymy szanse z zerowych na znikome kawalerze! – Powiedziała żartobliwie kobieta idąca z wysokim mężczyzną od strony stajni
- Agnes! Rafael! Co wy tu… - Ertando spojrzał gniewnie na Ludwika – Ty ich tu przyzwałeś!-
- Kawalerze, proszę – powiedziała zrezygnowanym tonem dama przewracając teatralnie oczami – Uważasz, że ktoś nas tu przywołał? Trafiliśmy tu przez przypadek. Po prostu jechaliśmy z Kawalerem Rafaelem na przejażdżkę poza miasto i kiedy wracaliśmy spotkaliśmy twojego żołnierza czekającego tu na ciebie. – Kobieta uśmiechnęła się niewinnie zbliżając się do konia kawalera Ertando.
- Pani… i jechaliście tu w męskim stroju z rapierem przy pasie a wasz towarzysz uzbrojony jak na wyprawę w samo serce otchłani? –  
Ertando podjął grę niegdyś najlepszego szpiega Cynazji, oficjalnie uznanej za martwą, ( w czym miał swoją zasługę) Pani Agnes de Turvoile.
- Kapitanie, dobrze wiesz, że to jest niebezpieczne miasto… bałam się, że ktoś może czyhać na moją cześć… - kończąc zdanie Pani de Turvoile spuściła wstydliwe oczy.  
Zapadła niezręczna cisza. Ertando patrzył twardo na Panią de Turvoile by po chwili znienacka mocno się roześmiać.
- To Ci się udało Agnes! Ale… –  
W przeciągu jednej sekundy uśmiech zniknął ustępując miejsca twardemu i pewnemu spojrzeniu w tych czarnych oczach.
-… nie możecie jechać ze mną. To moja sprawa.-
- Nie tak szybko kochasiu, pamiętaj, że to dzięki tobie zmarłam, czyli paradoksalnie dzięki tobie żyje…-
- Dzięki tobie Kapitanie moja siostra żyje – Powiedział spokojnie bez emocji Rafael. Nie nosił żadnego nazwiska. Już nie. Nie odkąd został wygnany z Nordii. Od tego czasu był Rafaelem Bez Domu.
- A ty Ludwiku? Czemu chcesz dziś umrzeć za nie swoją sprawę?-
- Nie pozwolę by jedyny człowiek, który mi zaufał, jedyny przyjaciel, sam szedł na spotkanie śmierci.
- A co zmieni fakt, że umrzemy tam razem? -
- Będziesz wiedział, że zrobiłeś więcej niż wszystko by ratować swą Panią a ja będę wiedział, iż nie opuściłem swego Kapitana w godzinę próby. –   
Ertando patrzył na tych troje z powątpiewaniem w oczach. Mieli racje, razem przeszli wieli. W czworo mają, chociaż cień szansy. Ale ilu już towarzyszy zostawili w mogiłach, z dala od domu…  
Rafael jak gdyby czytając w myślach Kapitana rzekł jak to zwykł robić bez emocji:
- Pamiętaj, że ci, którzy zginęli przy twoim boku byli świadom tego, na co się narażają, opłakałeś każdego z nich. Pochowałeś. A oni umierali wiedząc, iż ich śmierć nie idzie na marne, umierali spokojni, gdyż wiedzieli, że ich pomścisz, dokończysz dzieła – Przerwał, spoglądając na Agnes i Ludwika – Tak i my jesteśmy świadom tego, co może nas tam spotkać, ale uwierz mi, na honor, nie puszcze Cię tam samego.  
Ertando podjął już decyzje, Rafael miał najwięcej do stracenia z nich wszystkich, jako Nordyjczyk od urodzenia był przecież potępiony. Nie umarłby tylko fizycznie, umarła by jego dusza. A jednak był gotów z nim jechać, on prawie zawsze unikający niebezpieczeństwa, więcej był uczonym mężem niż żołnierzem, choć bił się wcale dobrze.
- Dziękuje przyjaciele… - rzekł miękko Kapitan - … jedźmy, gdyż obawiam się najgorszego-  
Po chwili czworo jeźdźców podobnych do czterech demonów wojny pędzących z pomocą wiatrów magicznych galopowało traktem do miejsca, które mieli pogrążyć w bitewnej otchłani pełnej krzyków rannych, gryzącego dymu muszkietów, bólu i wszechobecnego i przenikającego wszystko smrodu śmierci.

Poziomek.
komentarz[25] |

Komentarze do "Do broni!"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda
   Czego więcej pragniecie szlachetni Karianie?
Artykułów, feliotonów...
Lokacji
Postaci
Profesji
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Atlas map Dom...
   Wbrew Regułom...
   Conrad
   Do broni!
   Rancor
   Ostatnia Wspó...
   Gospodarz
   Nordia
   Badania nauko...
   (Nie)Umarły o...

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.011912 sek. pg: